lay:

- black
- white
blog strona główna o mnie o mnie i o blogu archiwum archiwum bloga - od 9.2003r.
i tagi
transseksualizm przebieg leczenia i inne związane z tematem sprawy inne inne tematy, które mnie absorbują linki linki do stron innych transseksualistów i jeszcze innych ciekawych stron kontakt jeśli szukasz kontaktu ze mną

blog


wtorek, 23 sierpnia 2016, 14:45

taki cytat (do poprzedniej notki)

Że to akurat tak pasuje trochę do poprzedniej notki, z ostatnio przeczytanej książki ("Susza" Mastertona, ale w sumie nie polecam, za dużo polityki, za mało horroru), to chcę sobie chcę tu zamieścić ten cytat (ten pierwszy, a drugi bo też jest dobry):

"Nie można przejść przez życie, bojąc się śmierci. (...) Jeżeli całe życie będziesz bać się śmierci, to nie będziesz żyć nigdy. Nie naprawdę... nie tak, jak Bóg chciał, abyś żył. A smutne w tym jest to, że i tak się umrze, prędzej czy później."

"Możesz uciec przed światem, jak daleko tylko chcesz, ale nigdy nie uciekniesz przed sobą. Gdziekolwiek pójdziesz, tam, kurwa, jesteś."

[tagi: cytaty ksiazki ]





piątek, 12 sierpnia 2016, 18:48

następny level

Kiedy parę miesięcy temu rozważałem zacząć angażować się w seksualne znajomości, zastanawiałem się jak w ogóle tego dokonać (bo jak to, ja?) i że to takie niebezpieczne (bo przecież każdy poza mną to szaleniec ;) )... doszedłem do wniosku, że ok, to może być niebezpieczne. Ale...

Ale życie to gra. Jakby nie spojrzeć, to gra. Jeśli nie zagram, mogę tylko do siebie mieć pretensję, że zmarnowałem partyjkę.
Tak jak ludzie molestowani. Czy zgwałceni. Dostali kiepskie karty, tak jak ja tylko w różne gry gramy. I albo się pozbierają albo przegrają tą grę. Ja nie chcę przegrać mojej gry. Albo może inaczej: ja nie chcę odpuścić sobie tej partyjki nawet gdybym miał ją przegrać.

- życie przypomina przejścia do nowych plansz w grze - wtedy to napisałem.
Nie odpuściłem sobie, dokonałem tego, przeszedłem do nowej planszy. Pierwsza rozgrywka zdecydowanie jest wygrana ;) Jestem z siebie dumny i co jeszcze mogę powiedzieć? W pierwszej chwili pomyślałem sobie, że nic się nie zmieniło... ale zmieniło się, dużo się zmieniło. Już nie czuję żeby mi czegoś brakowało (w sensie, że coś mnie w życiu ominęło, ale w tym drugim sensie też mi chyba niczego nie brakowało ;) ).
Zmieniło mi się też postrzeganie swojego ciała. Wygląda na to, że jest kompletne, takie jakie jest. I może mi dawać tyle przyjemności (i nie tylko mi ;) ), czego chcieć więcej? Falloplastyka nic by tu nie pomogła, a pewnie by tylko popsuła (moje czucie, bo lepsze to już z pewnością nie może być, a skoro nie może być lepsze, to może być gorsze). A niektóre moje "wady" okazują się dla innych zaletami (np. wzrost - są faceci 170-coś cm, a jeśli oni do tego lubią niższych... to jestem idealny ;) ).
Ale jestem też szczęśliwy, że mam te operacje za sobą. W tej sytuacji (będąc TS) naprawdę nie mogłoby być lepiej... Nigdy jeszcze nie czułem się tak "kompletny" jak teraz... A jednocześnie, że transseksualizm to może nie być kwestia, nie była, w ogóle jej nie było, facet mi powiedział co lubi w mężczyznach i pasowałem do tego opisu. I tyle. Tylko tyle. Transseksualizmu w ogóle nie było. I było zajebiście ;)
Trochę to trwało, bo psychicznie musiałem długo sobie w głowie układać, ale cieszę się, że mogę realizować swoją seksualność właśnie tak! Tak jest idealnie i nigdy nie chcę inaczej.

Jedyny problem jest taki, że seks nie zaspokaja, raczej rozbudza jeszcze bardziej :D Chociaż w sumie po drugim mi trochę przeszło ;) Ale ogólnie kompleksy moje zmalały. Inni faceci też nie wyglądają jak z katalogu ;) Po drugie niektórzy (tak samo jak ja) patrzą tylko na twarz i reszta nie bardzo ich interesuje :) Po trzecie niektóre z moich wad faktycznie okazują się zaletami (żaden z nich by prawdopodobnie do mnie nie napisał gdybym nie był niski :P ). Po czwarte nadwaga (czy niedoskonałości cery itp.) to tam już w łóżku nie mają żadnego znaczenia i nikt nie zwraca uwagi :D
Jeszcze tylko tak sobie myślę... większości facetów z wiekiem spada testosteron, nam nie jeśli będziemy pilnować ustalonych dawek - ale nie wiem czy to tak dobrze :D całe życie z takim libido? toż to szok... ;)

Także fajnie fajnie, z tym drugim może będzie jakaś stała relacja... Tylko już się pojawiają problemy powiedzmy logistyczne... Że niby gdzie jestem i co w tym czasie robię? I to jest właśnie kwestia, w której nikt nie nie rozumie i czytelnik myśli sobie teraz pewnie: "O co w ogóle chodzi? Przecież nie musisz się spowiadać mamie, jesteś dorosły!" Oczywiście, że nie muszę... tylko że zawsze chciałem. Jestem z tych, którzy rzucali plecak przed kuchnią po powrocie ze szkoły i opowiadali każdą lekcje ze szczegółami. Gdyby mnie mama powiedziała: "wychodzę dziś, po prostu wychodzę" to chybabym zawału dostał. Po prostu tak się nigdy nie zdarzyło, choć ona tym bardziej nie musi się tłumaczyć. Przez całe życie nie zdarzyło się żeby moja mama wyszła gdzieś, nie mówiąc MI gdzie wychodzi. Ja dzisiaj nawet wiem kiedy i gdzie wychodzi choć nie mieszkamy razem od 5 lat i dzielą nas setki km. Bo mi po prostu zawsze pisze np. informując że jej nie będzie online, bo gdzieś idzie czy coś robi. Ja zresztą też tak robię. Tak, jak nie jestem w pracy (albo ona), to mamy praktycznie cały czas komputery włączone i albo gadamy godzinę na Skype, albo 10 minut za to co pół godziny przez cały dzień ;) Bo mi się np. przypomni że pranie mam zrobić i muszę zapytać ile proszku, albo gotuję coś i nie wiem, albo ma mi coś sprawdzić w moim pokoju... I tak to leci, tak leciało dotychczas.. I tylko ja zaczynam kombinować: "wyłączam się, bo może poczytam albo wcześniej się położę..."

Kiedyś też zacznie być podejrzane (dla wszystkich), że ja się tylko z mężczyznami spotykam, w moim życiu przewijają się jakoś sami faceci. Jak to kolega z poprzedniej pracy to jeszcze zrozumiałe (żonaty ;) ), ale reszta... Ilu można mieć, nagle, kolegów? :D A teraz będę jeszcze chodził na "kółko zainteresowań". Jakich? Wszelakich XD Taki szczegół, że z samych gejów złożone XD






sobota, 30 lipca 2016, 19:51

Termin poprawki

To trzeba opisać, bo to nie do uwierzenia co wczoraj przeżyłem :P Na rano miałem wizytę na umówienie terminu poprawki mastektomii, więc pomyślałem sobie, że po nocnej zmianie akurat się umyję i spokojnie sobie pojadę, zajmie to może ze 3 minuty bo przecież już z chirurgiem mam wszystko omówione i będę miał resztę dnia dla siebie, to załatwię jeszcze dwie sprawy i się prześpię, bo wieczorem grupa... Zamiast 3 minut, spędziłem tam prawie 3 godziny... Ale po kolei.
Jak zwykle zjechałem z autostrady, jak zwykle nie skręciłem we właściwą uliczkę ;) (ale tam naprawdę wygląda jakby nie było wolno) i trochę objechałem, ale na parking trafiłem. Potem twardo przez park nowymi alejkami waliłem (znaczy takimi, którymi wcześniej nie szedłem), faktycznie wyszło jeszcze krócej, zdążyłem na czas. Na miejscu wszystko fajnie, pani w recepcji jakimś dziwnym trafem zapamiętała moje nazwisko :P skserowała zgodę z kasy chorych, poczekałem, wszedłem do gabinetu, przywitał mnie lekarz, krótkie streszczenie że dostałem decyzję o refundacji, pogratulował, zapytał czy rozmawialiśmy o silikonowych... czymśtam :P nie wiem, okładach? ja że nie... obejrzał jeszcze raz miejsce do poprawki i mówi że tak, w tym przypadku to będą te silikonowe... wszystko mi jedno co, dowiem się jak będę po XD W końcu mówi:
- To kiedy pan chce operację?
- Yyy, no nie wiem, a kiedy mogę mieć?
- Kiedy pan chce, np. w przyszłym tygodniu to nie ale w kolejnym akurat ktoś odmówił z poniedziałku.

Ja na to że super, idealnie, pasuje. Potem mnie pyta o jakiś papier, a ja na to że nic o tym nie wiem, okazało się, że czyjś skan do mojej dokumentacji wkopiowali :P Przyszła ta babka z recepcji, powiedział jej żeby to skorygowała, potem coś jeszcze pytał o jakiegoś lekarza czy będzie w ten następny poniedziałek, bo: chciałbym z nim operować, to właściwie coś dla niego, i miała zadzonić by się dowiedzieć (ale chyba będzie skoro mi nie przełożyli terminu ;) ).
I wtedy się zaczęło.
- Zaraz przygotuję dokumenty, kolega z panem wypełni ankietę, potem pójdzie pan na górę do sekretarki i ona panu wszystko wytłumaczy co do przyjęcia.
Wszystko super, brzmi jasno i logicznie :) Zaraz przyszedł ten kolega (chyba jakiś młody stażysta), wyjaśnił ryzyko (że możliwe infekcje, krwiaki, blizny mogą zmienić kształt, takie tam blabla jak zwykle), odpowiedziałem na pół tysiąca pytań na co nie choruję, na koniec mówi:
- Teraz pójdzie pan do sekretarki na górę i do końca korytarza w prawo z tymi papierami ale najpierw tu w rejestracji wydrukują panu skierowanie.
Ja się pytam gdzie w ogóle są schody na górę XD mówi, że przy wejściu, no faktycznie były tylko jak się nigdy nie zwraca uwagi, to się nie widzi :P No ale najpierw podszedłem do tej rejestracji i mówię co potrzebuję (na ten moment już chyba miałem przesyt tych ich długich słów i może skracałem, ale babka wiedziała o co mi chodzi :P ). Wchodzę na tą górę, nie było źle, faktycznie znalazłem sekretariat i mówię że miałem tu przyjść żeby pani mi powiedziała... Ona się patrzy pytająco, a ja przecież też nie wiem co ona mi miała dokładnie powiedzieć XD więc w końcu coś tam zacząłem dukać, że no to co trzeba ma mi powiedzieć XD No to wzięła te papiery, zapytała o adres telefon, jeszcze parę papierów dołożyła, zapytała czy mam dziś czas na rozmowę z anestezjologiem, no co mam nie mieć, jak już tam jestem to mam.
- To pójdzie pan z tym skierowaniem, do budynku głównego, przez główne wejście i trochę tak po prawej jest rejestracja. Potem na rozmowę z anestezjologiem, a potem na Stację 15, na której pan będzie leżeć - wtedy się domyśliłem, że to jednak nie będzie ambulatoryjnie tylko pójdę do szpitala.
Ja stoję i wyglądam na zielonego, powtarzam te trzy punkty żeby zapamiętać (choć zapisała mi to).
- Dokładnie. Najpierw rejestracja. Da pan sobie radę. (:D) A wie pan gdzie jest wejście główne?
- Nie...
- Tutaj wyjść z budynkublablanalewoiprostoblabędzieapteka,minąćjąblablablawśrodkuwprawoblablaodinformacjiblablabla...
- tak mi to brzmiało mniej-więcej XD No i jeszcze że potem do anestazjologa. - Ale to panu w rejestracji powiedzą.
No ale nic, domyśliłem się z której strony szpitala (a raczej który budynek, bo to jeszcze różne budynki), bo pierwszym razem od tamtej strony przyszedłem (ale wejście główne jest jeszcze dalej więc i tak pobłądziłem, ale relatywnie szybko trafiłem). Wchodzę ja tym wejściem głównym i się rozglądam, widzę informację, do której jak podszedłem to zobaczyłem i rejestrację ale i tak dobrze, że zapytałem o nią, bo mi pani uprzejmie odpowiedziała (w tempie karabinu maszynowego):
- Tamwisitakaskrzyneczkatrzebwyciągnąćnumerekipoczekaćażsięwyświetli, apotemtunaprawopododpowiedniestanowisko.
Pani, przecież ja muszę to przerobić w głowie XD do mnie dociera z półsekundowym opóźnieniem, plus pół sekundy na przetłumaczenie w głowie ;) Tak też zrobiłem, na szczęście prawie od razu mój numer się zapalił, to chyba zawsze tak szybko idzie jak nie ma ludzi. Wchodzę, mówię, podaję papiery, pani znów sprawdziła adres i telefon, zapisała osobę kontaktową, zadała parę pytań, coś podrukowała, coś zabrała z papierów, jeszcze więcej dodała, dodała mi drugą teczkę z jakimiśtam informacjami dla mnie (i ogólnymi, np. o parkingach w pobliżu), w tym momencie mógłbym założyć nowy segregator z papierów które miałem w ręce XD no może trochę przesadzam ale teczkę, taką konkretną, na pewno. Na koniec powiedziała, że w dzień przyjęcia mam od razu iść na Stację 15, bo tu z resztą nikogo tak wcześnie nie będzie.
- Teraz pan pójdzie na anestezjologię, to jest tu w kierunku lekko w prawo, potem w lewo, schodami piętro wyżej, tam będą szklane drzwi, za nimi na lewo, do końca korytarza i będzie napisane dr. Xxxx.
Starałem się zapamiętać chociaż połowę tej drogi XD jednak było ciężko, w dodatku gdzieś w okolicy półpiętra mój język cofnął się do poziomu "Kali mieć krowa" więc kiedy gdzieś tam po drodze miła pani (chyba pielęgniarka) zapytała czy może w czymś pomóc, to zdołałem tylko wykrztusić:
- Eee... Anestesjologia? (zamiast jakoś ładniej zapytać)
Znów mi zaczęła tłumaczyć i znów miałem wrażenie, że to jakieś jeszcze z pięćset km XD ale jakoś na ślepo trafiłem (a wcześniej, ale już na tym korytarzu jeszcze raz zapytałem, ale to już była ta pani od rejestracji).
Wspomniana pani od rejestracji wzięła moje papiery, podała mi inne i mówi:
- Czy byłby pan tak miły i już wypełnił taką ankietę? (i jeszcze cośtam wcisnęła żebym se poczytał, o jakimś programie który mają teraz, cośtam że wprowadzają razem z aparaturą do oddychania, żeby tego węża wzmocnić /?/).
Jakbym wiedział, że będę musiał pisać w tym języku, to bym z notatkami przyjechał XD a tak to żem pewnie też na poziomie "Kali..." napisał kilka słów (do pytań, gdzie trzeba było odpowiedzieć). Ale no trudno. Wypełniam z ciężkim trudem tą ankietę (ale jakoś podobna była do tej pierwszej co ten młody stażysta ze mną robił), a obok przyszedł jakiś lekarz po jakiegoś starszego gościa - ja się tak patrzę i przysłuchuję, ten lekarz sprawiał mi wrażenie upośledzonego, aż się przestraszyłem że to ma być i mój anestezjolog, ale nie (z resztą może dostosował się do pacjenta ;) ). Mnie za chwilę wzięła miła pani, bardzo sympatyczna, wesoła nawet. Opowiedziała że nie jeść, nie pić itp. - jak zwykle. Zerknęła w papiery:
- Mhm, to trochę pan już tych narkoz miał, zawsze bez problemu?
Ja że tak. Zaproponowała słabą tabletkę uspokajającą w dzień operacji, ja tam się nigdy nie denerwuję (aż tak ;) ) takimi rzeczami, ale tak jakoś, a niech będzie. Ona:
- Taak, to nic złego ;)
Potem jeszcze o tym programie, czy wyrażam zgodę, nic to nie zmienia, nie ma na nic wpływu, to proszę bardzo.
Po rozmowie jęła mi tłumaczyć jak mam dojść na tą "Stację 15" (bo powiedziałem oczywiście, że nie wiem gdzie to jest, nie, nigdy u nich nie byłem :P ):
- To właściwe jest tutaj na wprost, ale jak pan widzi tam jest zakaz przejścia, trzeba wyjść tutaj w dół i w prawo i przejść parterem, albo górą i wrócić na ten sam korytarz.
Och, jakże to znowu prosto zabrzmiało. Wyszedłem, w dół, na prawo, kolejne schody i eee... jakbym już to miejsce widział. No to jeszcze raz, na prawo... ja już tutaj byłem! Przed chwilą. Dwa razy XD Poważnie, tam mają takie schody że się wychodzi w to samo miejsce, że można chodzić w małe kółeczko XD Więc jak wróciłem w nie drugi raz już chciałem znów kogoś pytać ale patrzę, no przecież stąd wyszedłem, nie wrócę pytać raz jeszcze bo obciach, więc idę tym jakimś długim korytarzem, który pozostał, najwyżej dalej zapytam. Faktycznie gdzieś doszedłem, znów zapytałem, chyba to była ta dobra droga ale jeszcze był kawał. Dobra, widzę pokoje od 14... więc to chyba "Stacja 14", więc piętnasta musi być gdzieś obok, znalazłem! Kolejnym cudem (idąc po prostu z braku lepszego pomysłu prosto) znalazłem sekretariat. Tam nikogo, tylko obok jakieś dwie młode kobiety (pracowniczki?) zapamiętale o czymś dyskutują po jakiemuś (rosyjsku?), to się pytam nieśmiało jednej z nich w końcu czy tu ktoś przyjdzie. Przyjdzie, już idzie. Faktycznie przyszła jakaś młoda kobieta:
- Ktoś wie, że pan tu jest?
- Eee, nie wiem, miałem tu przyjść, no to jestem.
(oto jestem! XD )
- Dobrze, to ja już to (papiery) wezmę, proszę poczekać kawałek dalej w poczekalni.
No to siedzę w tej poczekalni i czekam... W końcu przychodzi jakaś starsza kobieta i mówi do mnie:
- Właściwie to może pan już iść. Do widzenia.
o.O alejakto? przecież ja nic się nie dowiedziałem jeszcze XD no to ją pytam co ja mam ze sobą wziąć do tego szpitala (znowu wiecie: "Kali-mode-on", więc nie od razu mnie zrozumiała XD ), ale się w końcu dowiedziałem, że ręcznik, bieliznę i łatwo zdejmowalne buty/kapcie. I:
- Do zobaczenia za tydzień.
No to do zobaczenia. Tylko potem się zorientowałem że za dużo papierów tam zostawiłem... zwłaszcza ten jeden z numerem telefonu, na który mam potwierdzić termin dzień przed :/ i teraz będę musiał po niedzieli wydzwaniać na informację (ale tą kartkę akurat na szczęście mam, to mam nadzieję, że nie będzie problemu i mi podadzą gdzie mam potwierdzić).
Wyjście stamtąd na zewnątrz też mi poszło średnio - niby pisało "Ausgang" ale jakimś cudem trafiłem do piwnicy XD ale chyba nikt mnie nie widział, potem jeszcze w jakiś korytarz aż w końcu trafiłem. Czarno widzę poranek dnia przyjęcia :D Szczerze mówiąc już bym chciał tam leżeć, najlepiej na stole albo na sali wybudzeń...
Stamtąd ruszyłem do samochodu (najpierw w złą stronę oczywiście :D ), z głupkowatą miną adekwatną do mojego ówczesnego IQ, które spadło z pewnością o 50% ;) Serio nie umiałem myśleć o niczym przez całą drogę do samochodu i czułem się jakby przejechał po mnie walec, a jednocześnie niebezpiecznie blisko szaleństwa :P Pamiętacie z filmu animowanego jedną z dwunastu prac Asterixa, kiedy miał zdobyć formularz? Jeśli nie to zapraszam tutaj (40:57) (a te schody to niczym z 44:02 minuty), tylko że dziś to nie wydaje mi się już takie śmieszne XD (ale pewnie swoją cegiełkę dołożyło do tego całego chaosu moje niewyspanie).

W domu po prostu musiałem odsapnąć chociaż godzinę. Jak pojechałem następne sprawy załatwiać, to oczywiście doradcy podatkowego nie zastałem (no jakże to tak może być żeby pracować jeszcze o 15:00 w piątek...), za to w mojej firmie pośredniczącej poszło gładko i sympatycznie. Wprawdzie nie do końca zadowalająco wyjaśniłem pewien jeden dzień gdzie mi wpisali urlop, a za to wpisali jakbym pracował w święto, ale zbyt mało przytomny byłem żeby zadać jeszcze jakieś pytanie inaczej sprawę ujmując. Ale za to jak powiedziałem o operacji, to ok, nie ma problemu, dobrze że mówię wcześniej, tylko jeszcze żebym w miejscu pracy powiedział, bo mogą kogoś za mnie na zastępstwo posłać, zwolnienie nie ma problemu - dostarczę po wyjściu ze szpitala. Także pozytywnie.
Potem (chyba z tej głupoty swojej tego dnia ;) ), wybrałem się do centrum handlowego, do którego dojechać komunikacją miejską jest ciężko (i długo), bo korki. Ja nie wiem co to jest, zadupie jakieś mojego miasta, a korki gorsze jak w centrum, dobrze że tam nie mieszkam i będę pamiętał żeby nigdy nie mieszkać ;) Tak więc do domu już nie zdążyłem tylko od razu na grupę, która tego dnia byłą bardzo kameralna (6 osób) ale i tak sympatycznie (nawet w pewnym sensie bardziej).
Oczywiście Kali-mode utrzymywał się przez resztę dnia, jeszcze nigdy nie byłem tak bardzo świadomy błędów które popełniam w mowie, oczywiście 20 sekund po tym kiedy je wypowiedziałem XD







To nie jest książka o ts, ale zdecydowałem się dodać jej taką kategorię w tagach, bo porusza kilka takich przypadków i to w sposób bardzo fajny. No wow! Tam naprawdę opisano metoidioplastykę po polsku! ;)
Rzeczywiście książka jest bardzo dobra, zgadzam się w całości z tym co o niej napisał Grabieżca. Ukazuje mężczyzn w takim bardzo ludzkim świetle ;) Ale napisana lekko, nawet humorystycznie, również polecam.
Opisałem ją tam gdzie zwykle opisuję książki ale tutaj też chcę przytoczyć niektóre cytaty:

"Łatwo sobie wyobrazić mężczyznę, który podczas weekendowego wypadu na piwo z kumplami chwali się świetnym seksem, jaki miał ostatnio. Czy potraficie wyobrazić sobie, jak ten sam mężczyzna opowiada o tym, jak onanizował się przy świetnym filmie pornograficznym Nie sądzę. Dlatego rozmowa z mężczyznami o masturbacji wymaga pewnej, hmm, delikatności." (s.49)

- autor jest lekarzem i mówi tu o rozmowach w gabinecie (tak, nawet w gabinecie musiał odpowiednio to pytanie zadawać). Swoją drogą ciekawe, że to taki wstydliwy temat, bo przecież samodzielna sesja jest pewnie nierzadko przyjemniejsza :P Jestem za tym żeby to zmienić :D


"Kiedyś widziałem w gazecie komiks, w którym starszy mężczyzna mówi do swojego wnuka: "Nie bierz tego do siebie. Każda osoba, którą spotykasz, zmaga się z czymś, nawet jeśli nie jest dla nas oczywiste, co to takiego". Trudno się nie zgodzić, prawda? Nie mogę sobie wyobrazić, jak to jest, być dzieckiem, które ma poczucie, że z jego ciałem jest coś nie tak. Matka 12-letniej dziewczynki, która przechodziła operację zmiany płci, powiedziała mi kiedyś: "Livia miała zaledwie 6 lat, kiedy spytała mnie: <>". Jedyne, co mogę zrobić, to uszanować to, że każdy żyje tak, jak chce, zmagając się ze swoimi własnymi lękami i tocząc swoje własne bitwy." (s.106)



"Dojrzały ogier z protezą prącia. Gotów kochać się w każdej chwili i tak długo, jak tylko zechce partnerka. Pozna i zaspokoi dojrzałą panią szukającą nowych wrażeń. Dyskrecja i higiena osobista na najwyższym poziomie. /Z ogłoszeń towarzyskich" (s.171)

- to ogłoszenie bardzo ciekawie brzmi... to chyba dobry przykład jak można ze swojej słabości zrobić coś godnego zainteresowania, jak słabość obrócić w siłę...


"Zawsze robiło na mnie wrażenie to, jak wielu mężczyzn cierpiących na poważne choroby, ma kochające, atrakcyjne partnerki. W wielu przypadkach zaburzenia sprawiają, że mężczyźni ci nie są w stanie uprawiać seksu, a jednak ich partnerki pozostają im oddane. Panowie, weźcie sobie do serca prawdę, którą kobiety od wieków próbują nam uświadomić: 'Nie chodzi o penisa, tylko o faceta, do którego jest on przymocowany'." (s.241)


Jest ciekawa historia 75 letniego faceta, będącego jednocześnie psychiatrą, kawalera, który jest zadowolony z tego że nigdy się nie związał, spróbował, nie odpowiadało mu (między innymi dlatego że też cierpi na fobię społeczną), masturbacja bardziej mu odpowiada niż seks ("Próba zaspokojenia partnerki i siebie jednocześnie wiązała się dla mnie ze zbytnią presją."), ale przy tym dba o siebie i to też jest jakoś fajne, z resztą myślę, że może mieć dużo racji...


"Jest jeszcze jeden powód, dla którego większość ludzi nigdy nie rozmawia otwarcie o seksie - to dlatego, że seks jest strasznie dziwaczny. To wyjątkowe doświadczenie w całym ludzkim życiu. Podczas seksu robimy intymne, bardzo osobiste i tajemnicze rzeczy z ludźmi, których ledwo znamy, rzeczy, których nigdy nie zrobilibyśmy z przyjaciółmi czy członkami rodziny - z tymi, których znamy najlepiej. Ludzie zachowują się w ten sposób, bo są tak biologicznie zaprogramowani." (s.298)

- to też dobre...

Jeszcze raz polecam :)







Tak jak wspomniałem, tyle mam do napisania, że starczyłoby na kilka notek... ale może zmieszczę w jednej? Raz, a porządnie, bardzo różne uczucia... Zacząłem próbować aktywniej poznawać ludzi (czytaj: facetów ;) ). Z zaledwie kilku luźnych (lub mniej) znajomości wiele się nauczyłem... Jak mówię - pracuję nad sobą. Aby poznać kogoś (facetów) założyłem kilka profili, ogłoszeń... Z jednego ogłoszenia odezwał się Pierwszy... Nie przeczytał jednak dokładnie mojego profilu (bo nie miał dostępu), zrobiłem screena, kazałem przeczytać ten akapit o ts (i po jakiej operacji jestem). Przeczytał i napisał, że nie ma problemu i że "seks można uprawiać w różny sposób".
Rozmawialiśmy na skype, wideorozmowa itp. ogóle. Nic z tego nie będzie - że pisze niepoprawnie gramatycznie to jeszcze można by zrozumieć, ale nie nadajemy na tych samych falach (odpływa w teorie spiskowe, i to takie grubsze rzeczy), może nawet sam ma jakieś problemy, był co najmniej podejrzewany o chorobę psychiczną (ale on nie wierzy w psychiatrię i psychologię...), nie wiem czy faktycznie na jakąś cierpi, czy też jest tylko po prostu taki oryginalny, ale to nauczyło mnie, że ludzie są naprawdę tak bardzo różni, tak, tacy też - nie wszyscy są super idealni, może mnie brakuje fizycznie, ale niektórym tak trochę brakuje psychicznie, a to może nawet gorzej...

Drugi napisał na profilu, po pewnych nieporozumieniach szybko się spotkaliśmy. On przeczytał profil uważnie, powiedział mi dużo i szczerze, i miło i ważne rzeczy... Pierwsze spotkania były najbardziej pouczające ale kolejne też były miłe. Zaprzyjaźniliśmy się - można powiedzieć. To fajny facet, ale starszy i choć nie myślałem, że to może być dla mnie problem, to chyba byłby... Ale to nie tylko to, przede wszystkim to on jest bardzo "intensywny", potrzebuje dużo kontaktu, a ja... nie. Kontakt z nim pokazał mi jaki jestem szczęśliwy w mojej samotni. To bez znaczenia czy taka jest moja natura wrodzona czy się do tego przyzwyczaiłem, fakt jest taki, że lubię to! :) Może szukałem szczęścia w tym, w czym większość ludzi szczęście odnajduje ale widzę, że mnie to męczy. A nie dostrzegałem szczęścia tuż obok... Że ono tu jest, w moim życiu, że szczęście to kiedy w sobotni wieczór usiądę na kanapie przed komputerem z paczką chipsów i będę odczuwał taką błogą satysfakcję, że posprzątałem i że wszystko wokół mnie jest teraz takie ładne... a ja tu siedzę, spokojny i odprężony i dogadzam swoim kubkom smakowym ;) Że szczęście to kiedy mogę wziąć rower (czy samochód) i pojechać gdzie chcę, kiedy chcę i na jak długo chcę, zwiedzić co chcę i jak chcę, bo nikt nie będzie na moje plany wpływał, nikt ich nie popsuje, nikt ich nie nagnie... Szczęście, to kiedy mogę odwiedzić znajomych raz na dwa albo trzy miesiące, bo częściej nie potrzebuję (i też czułbym się zmęczony). Kiedy w niedzielę mogę wstać o 12:00 albo 14:00, albo 15:00 albo przeciwnie - o 8:00 (no to chyba raczej wcale spać nie iść :D ) i czytać książkę nawet cały dzień jeśli taki mam kaprys... Kontakt z nim pokazał mi jaki jestem szczęśliwy, już teraz, nic nie zmieniając :) Myślę, że to była jedna z największych lekcji w moim życiu!
To nie znaczy, że teraz wszystkie profile pokasuję, nie, nadal będę (czasami ;) ) próbował nowych sposobów zawierania znajomości (bo kto wie czego jeszcze mogę się nauczyć?!), ale czuję, że zrobiłem przeogromny krok, teraz w ogóle nie wyobrażam sobie czuć się nieszczęśliwym z powodu tęsknoty za związkiem. Nie wiem czy to już nigdy nie wróci, ale zawsze wtedy będę przypominać sobie to co napisałem w tej notce :)
A przy tym powiedział mi wiele rzeczy, które chyba pomogły mi podbudować moją pewność siebie. Tego potrzebowałem, żeby ktoś mi to powiedział, żebym nie musiał sobie tego wmawiać. Teraz mam "dowody" na dalsze życie ;)
No i przyjaźń... podoba mi się. Kiedyś przecież właśnie tego brakowało mi najbardziej, męskiej przyjaźni... może to jest cenniejsze niż związek?
Ale to jeszcze nie koniec historii, potem, w sumie równolegle poznaliśmy Trzeciego. Fajny, grzeczny i sympatyczny chłopak. Ale też z problemami. Chociaż w sumie oni się związali. A ja się cieszę, że to nie ja wpakowałem się w taki trudny związek... Jej, jak często ja się ostatnio cieszę, że to nie ja coś zrobiłem/jestem kimś innym! ;) A to nowość, nie? Ale na plus, wreszcie prawdziwie na plus mogę coś powiedzieć o sobie ;)
Nom, widzę pewien (nawet spory) postęp u siebie, psychoterapia działa, chybabym sam nie dał rady naprowadzić się na taką drogę... Chybabym sam nie potrafił dostrzec w sobie tylu pozytywnych cech... Np. - w sumie szczera rozmowa z kimś + poznanie ludzi innych zaskutkowały tym, że zaczynam chyba doceniać, że coś tam mi się w życiu chyba jednak udało - choćby samodzielność, samowystarczalność. Dotychczas było to dla mnie takie nic, ale jednak - żyję tu, mieszkam tu sobie sam, co by się nie stało, nie zginę (czy stracę pracę, czy zdrowotnie, wiem gdzie iść, jak sobie poradzić), umiem skutecznie załatwiać wiele spraw (to jednak będzie temat na inną notkę :P ), jak się okazuje, już samo to dla wielu ludzi jest niemal nie do przebycia problem... - uświadomić to sobie to było dla mnie trochę jak prysznic, ale taki pozytywny.
A do tego jak słyszę, jak niektórzy orzą po dwa etaty (no przesadzam, ale półtora można by to nazwać), i jasne - mają więcej forsy ode mnie, to nie wiem, może można nazwać mnie leniwym, ale w sumie mam to gdzieś - to myślę sobie... a ja tego nie potrzebuję. Jasne, fajnie by było mieć więcej kasy (bo naprawdę szału nie ma w tym momencie), ale cholera nie takim kosztem... Mam co jeść, gdzie spać i za co opłacić internet (a nawet samochód i czasem mogę pozwolić sobie na jakiś krótki wypad), nie będę sobie żył wypruwał (lub choćby po prostu tracił mojego wolnego czasu) żeby móc kupić dwa razy droższe meble, Bio-ogórki trzy razy droższe niż te z dyskontu albo dom/mieszkanie zamiast wynajmować. Dla mnie wszystkie te rzeczy nie są warte mojego wolnego czasu, po prostu. Może nigdy się w życiu niczego wielkiego nie dorobię ale moja codzienność jest dla mnie więcej warta. I też fakt, że marzą mi się drogie wycieczki, ale wycieczka trwa tydzień-dwa, a codzienność przez resztę roku. Więc dla mnie wybór jest prosty. (A na te wycieczki i tak pojadę :P jeszcze nie wiem jak, ale jestem tego pewien).

No i tak z jednego do drugiego tematu przeszedłem... Wracając do poznawania potencjalnych partnerów - ok, już chyba uwierzyłem, że mogę być atrakcyjnym partnerem, nawet jeśli nie fizycznie, to hmm, osobowościowo. Super, ok, to mi wystarczy (dobrze, że jestem tak łatwowierny ;) ). Teraz trzeba by przejść na następny level, który się nazywa sex XD to będzie wersja bardziej hard :D

I w sumie jeszcze: jak tak ostatnio widziałem pewnego faceta z nadwagą bez koszulki to zaświtało mi nawet w głowie... że może pod jednym względem mam lepiej od niego - na biodrach już po hormonach mi się tłuszcz tak nie osadza, też raczej na brzuchu ale jednak na bokach trochę też... Ale tak patrząc na niego stwierdziłem, że już chyba wolę moją opcję :D przynajmniej część się rozejdzie, a nie ciąża spożywcza miesiąc ósmy... ;D To bardzo miło dostrzec takie drobiazgi na plus! :P

Z kolei wracając do Drugiego Pana, tak jakoś wyszło, że za jego sprawą wreszcie nadejszła ta wiekopomna chwila gdzie zrobiłem sobie tatuaż, ten, który w sumie miał być pierwszy, tyle lat czekał i w końcu jest drugi :P Pan Dwa sobie zrobił (inny oczywiście), pozazdrościłem ;) polecił studio, zapytał ile by mój kosztował... to już się nie było jak wykręcić :P i nie to, że zwątpiłem, raczej nie wiedziałem czy teraz, bo kasa, bo totamto... Nie czekałem z ekscytacją jak na pierwszy, ale z czasem trochę właściwie już chciałem, tam leżeć, i przypomnieć sobie jaki to jest ból, i może nawet trochę żeby już pobolało... A potem... przypomniałem sobie, aż za dobrze XD plecy jednak faktycznie bolą bardziej :P momentami to omatko... niektóre miejsca (te mocno czarne) były obolałe ładnych kilka dni. No a teraz już tylko sobie swędzi... I podoba mi się, i jestem strasznie zadowolony, i w ogóle i w ogóle ;)

No, przynajmniej z tego jestem zadowolony, a jednocześnie to przykre, że gdybym np. rodzinie się pochwalił, pewnie bym nie usłyszał słów aprobaty tylko jakieś głupie teksty. I nie chodzi o to, że szukam tej aprobaty, i tak zrobię swoje, po prostu to przykre jak niby bliscy ludzie nie potrafią się po prostu ucieszyć z mojego szczęścia... Po prostu przykre.
A druga rzecz... ojciec mnie ostatnio pytał czy nie zamierzam się ożenić, niby to było wesołym tonem, w ogóle w inny sposób było to powiedziane... i właśnie ten sposób wydał mi się tak... niesmaczny jakoś - o, to chyba najodpowiedniejsze słowo, że aż mi się zrobiło gorzej. Dużo gorzej :/ I w sumie to paskudne uczucie zmotywowało mnie do napisania notki wreszcie. Ale kiedy otwarłem plik, w którym zawsze najpierw piszę, od razu mój wzrok spoczął na cytacie, który kiedyś skopiowałem z forum Trans-Pomocy:
m.:"Ludzie rodzą się po to aby szukać szczęścia i dzielić się tym szczęściem z innymi, a nie po to żeby dopasowywać się do wyimaginowanych ram jakichś kolesi którzy nie są w stanie zrozumieć twojego szczęścia, a co dopiero się nim dzielić."

- w sumie pasuje i do tego i do tatuażu nawet też, dobrze powiedziane. I to tyle w sumie, trzeba se te słowa wziąć do serca.










© ja i zdjęcie też ja
rss - mylog.pl

...i inne takie tam

tu sobie piszę jak mi grafomania nie daje spokoju ;) ot takie tam pierdółki jak mi się nudzi:



instagram:



brak kategorii (109)
ukryte (14)
na hasło (0)
wszystkie (123)